wtorek, 10 października 2017

Jak oni mieszkają? - fińska odyseja, część 1

Tak dawno nic tu nie pisałam, że gdy przed chwilą próbowałam zalogować się na blogu, wujek Google postanowił się trzy razy upewnić, że ja to ja, a nie jakiś pryszczaty nastolatek, próbujący zhakować to jakże znane w blogosferze miejsce ;)
Na szczęście przeszłam pomyślnie weryfikację i oto jestem.

Mam dla was w zanadrzu kilka zaległych wpisów związanych z naszą wakacyjną wyprawą przez Litwę, Łotwę, Estonię, aż do Finlandii. O samej wyprawie innym razem, bo wpis musiałby to być długi, a ja trochę wyszłam z wprawy. Dziś, w ramach rozgrzewki i przypominania sobie jak to jest pisać bloga, chciałabym pokazać wam jak mieszkają Finowie. A właściwie jak się obecnie buduje w Finlandii.


Finlandia to taki ciekawy kraj, w którym ludzie szanują przyrodę i siebie nawzajem. Cenią sobie swoją prywatność, ale jednocześnie wspólnie ustalają jak ma wyglądać przestrzeń, która ich otacza. Żyją w zgodzie z naturą i starają się, żeby ich domy nie naruszały ładu przestrzennego. Nie znajdziecie tu grodzonych osiedli, elewacji we wszystkich kolorach tęczy, betonowych płotów, kolumienek, pistacjowej blachy falistej, łabędzi z opon, ani lwów siedzących na bramie. Jeśli lubicie takie klimaty to sorry, ale musicie poszukać innego kierunku wakacyjnych wojaży, bo Finlandia nie dostarczy wam tego rodzaju wrażeń estetycznych. Nie ma tu również krzykliwych szyldów, a podczas podróży przez kilkaset kilometrów udało nam się zobaczyć dwa bilbordy. Tak DWA, dobrze przeczytaliście.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Garden party pod gruszą, czyli indian summer w natarciu.

Ciacho, boho i Staracho... tak można by streścić dzisiejszy wpis.  A teraz rozwinięcie:

Staracho - bo akcja ma miejsce w Starachowicach, w rodzinnym domu Izy. Część z was na pewno pamięta,  jak opisywałam to polskie Santorini w cyklu zeszłorocznych letnich postów (tu, tu, tu i tu). Tym razem spędziliśmy tu z Adamem kilka ostatnich dni naszego intensywnego urlopu.  Był to cudowny, wesoły, relaksujący czas. Nie mogło być inaczej, bo spędziliśmy go w towarzystwie Oli, Ani i Lu oraz ich rodzin.


Iza ma wielkie serducho i niebywałą cierpliwość do naszej bandy, bo zaprosiła nas już po raz kolejny. Wszyscy przeżyli, panowie się polubili, dzieciaki szalały jak zwykle, a my miałyśmy wreszcie czas na to, co lubimy najbardziej (czyli hektolitry kawy, bujanie w hamakach, plażowanie, robienie zdjęć i objadanie się pysznościami). Nie odmówiłyśmy sobie również małego szaleństwa dekoratorskiego i korzystając z dobrej pogody postanowiłyśmy urządzić kolację pod gruszą.

czwartek, 27 lipca 2017

Jest moc! - czyli butelkowa zieleń na ścianie w sypialni

Efekty spotkań z przyjaciółkami-blogerkami są zawsze takie same... zmiany, zmiany, zmiany. Zanim człowiek dotrze z powrotem do domu, już układa w głowie plan. Próbuje przypomnieć sobie, gdzie jest ta puszka z farbą, którą pół roku wcześniej skitrał głęboko. Zastanawia się, czy trzeba dokupić jakieś pędzle. I przegląda w telefonie resztki letnich wyprzedaży w sklepach z dodatkami do domu. 
Jeśli tak nie macie, to pewnie tylko dlatego, że wasze koleżanki nie są blogerkami wnętrzarskimi.

Lipcowe spotkanie w gronie tych kreatywnych babek (kto śledzi mój instagram, wie o co chodzi) było kopem motywacyjnym do metamorfozy sypialni. Całkiem okazałym kopem, bo nie ograniczyłam się do wymiany kilku poduszek, ale postanowiłam zaszaleć z kolorem i wreszcie przemalować jedną ze ścian.


Już od dawna planowaliśmy poprawić trochę optycznie proporcje naszej małej, długiej i wąskiej sypialni. Początkowo chcieliśmy położyć tapetę o jakimś wyrazistym wzorze na ścianę obok okna. Wiecie, taką w stylu: wielkie ciemne kwiaty a la Alfons Mucha, stado sów, które obsiadły gałąź o zmroku, albo przegląd najbrzydszych ryb z głębin oceanów.

czwartek, 22 czerwca 2017

Co, gdzie, jak - czyli przepis na przytulny dom

"Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej". Zaczyna się sezon urlopów i wakacyjnych wyjazdów i częstotliwość pojawiania się tego zdania w naszych ustach z pewnością drastycznie wzrośnie. Ale co właściwie sprawia, że dobrze czujemy się w naszych wnętrzach - oczywiście poza bezkarnym rozrzucaniem skarpetek i zostawianiem brudnych kubków gdzie popadnie ;) Jak to jest, że niektóre mieszkania wydają nam się przytulne, a z innych chcemy uciekać? Jak zaaranżować przestrzeń, żeby nadawała się do życia, a nie do jednorazowej sesji zdjęciowej z minimalistycznego katalogu?

Ha, a żebym to ja wiedziała :)))
Prawda jest taka, że każdy ma trochę inne upodobania i w innych wnętrzach czuje się swobodnie. Lubię kiedy mieszkania zdradzają charakter ich właścicieli. Gdy przedmioty, którymi się otaczają, mówią coś o ich hobby i stylu życia. Ale gdzie gromadzić te przedmioty? Jak je eksponować? Jak sprawić, żeby stanowiły element dekoracyjny, a nie zwykłą zbieraninę rupieci? 

No tutaj, to ja już mam co nieco do powiedzenia. Ponieważ mam słabość do różnych gratów, to sztukę upychania ich po kątach opanowałam do perfekcji. Dziś podzielę się z wami moim przepisem na przytulne wnętrze. Poniżej szczęśliwa siódemka, czyli lista miejsc, które możecie wykorzystać do stworzenia niepowtarzalnego klimatu waszego mieszkania.

1. REGAŁ NA KSIĄŻKI
Być może uznacie, że to nie jest żaden element dekoracyjny, ale dla mnie to właśnie książki są na pierwszym miejscu listy gratów do upchnięcia. Jak również na pierwszym miejscu decydującym o tym, czy dobrze się czuję w jakimś wnętrzu. Jakoś tak się składa, że domy w których są książki wydają mi się o wiele przytulniejsze niż domy, w których trudno je dostrzec, ale za to jeszcze trudniej omijać wzrokiem wielki telewizor zajmujący pół ściany. U mnie na regale poza książkami stoją jeszcze dekoracje, które dają mu leki oddech.

Jeśli w tym miejscu nie wyświetla Ci się napis "czytaj więcej", to koniecznie kliknij w tytuł wpisu.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Mieszkaniowy zodiak jako objaw otumanienia zapachem bzu

Gdyby wnętrza miały znaki zodiaku, to nasz salon zdecydowanie zasługiwałby na patronat Bliźniąt. Wszystko dlatego, że ma dwa zupełnie różne oblicza. 
Z jednej strony przedwojenne meble, a z drugiej białe, proste sprzęty - typowe dla współczesnego stylu skandynawskiego. 
Z jednej drewniana szafa, a z drugiej plastikowe krzesło projektu Eames'ów na metalowych nogach.
Z jednej stare, szklane syfony - pamiątka po pradziadku, a z drugiej minimalistyczny sprzęt grający - pamiątka po jakiejś wypłacie.
Z jednej odnowiony, dostojny fotel, a z drugiej fikuśny, peruwiański hamak.
Mogę tak jeszcze długo, ale lepiej nie brnijmy :) 

bzy
Jeśli w tym miejscu nie wyświetla Ci się napis "czytaj dalej", to koniecznie kliknij w tytuł wpisu.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...